Top Social

.

agnetha.home

LIFESTYLE | WORK | INTERIOR BLOG

Featured Posts Slider

Image Slider

wtorek, 17 kwietnia 2018

SŁÓW KILKA...RÓWNIEŻ O KOSZU NA ŚMIECI


Tak sobie myślę, że wiele rzeczy w moim życiu zmieniło swoje proporcje. Małe stało się nadprogramowo duże, a to, co wcześniej pochłaniało większość mojej uwagi zniknęło prawie zupełnie. Może jedynie odnajdując moją świadomość we śnie i błąkając się jeszcze niespokojnie, jak uwięziona ćma, która czuje potrzebę ciągłego podążania za światłem, i która gdy je znajdzie to popada w lekką paranoję próbując się utrzymać w jego pobliżu. Ćmą nie jestem. Na szczęście. Ale nie łatwo mi było zaakceptować zmiany, więc zachowywałam się poniekąd odrobinę jak schizofreniczny łuskoskrzydły owad zamknięty pod szklanką. Jednak z perspektywy kilku miesięcy widzę, że to, czego się obawiałam, dało mi nadspodziewaną siłę i spokój. Czyli było dla mnie dobre.


Zauważyłam też w swoim życiu pewną prawidłowość. Nie wiem, czy to budujące spostrzeżenie, wielu pewnie uznałoby to za brak zdecydowania, albo konsekwencji, pięknie brzmiącej perseverence.... Otóż, średnio co pięć lat zmieniam w życiu cele, albo po prostu przekierowuję swoją energię. Czasem dotyczy to pracy, a czasem życia osobistego. Jednak ta cykliczność jest dla mnie bardzo charakterystyczna. Dlatego też dzisiaj podobnie jak kiedyś w przeszłości i kiedykolwiek w przyszłości, nie uważam, że znajduję się w miejscu docelowym i ostatecznym. Dobrze wiem, że gdzieś zmierzam i zmiany są nieuniknione. Że wybory są konieczne i żaden z nich nie jest zły. Zbieram doświadczenia jak koraliki i nanizuję je cierpliwie na swój łańcuszek życia. Praca nie jest ostateczna, a zdrowia nie można kupić. I tak dalej i tym podobne. Nie będę zanudzać. Ważne jest to, żeby nie czekać, aż ktoś za nas zdecyduje, aż weźmie nasze życie w swoje ręce i zrobi z niego pożytek, nada mu sens. Albo nawet je uratuje. To nasze zadanie, aby kreować je w taki sposób, by zadowalało nas i pozwalało nam na dzielenie się tym ogromnym szczęściem z innymi, których kochamy. Warto więc szukać miłości, spokoju, warto zmienić czasem pracę, wziąć wolne, zacząć od nowa rzeczy, które przecież zwyczajnie można zrobić inaczej. Warto próbować, bo w próbowaniu jest pewne poczucie pełni i satysfakcji. Czasem, by stanąć w miejscu, potrzeba przejść i przejechać tysiące kilometrów... I to jest dobre. To jest życie.






Ale nie o tym miało dzisiaj być. Miało być zwyczajnie....o koszu na śmieci {uśmiech}. Tylko że kosz na śmieci nie zmusza mnie aż do tylu przemyśleń. Myślę, że zdjęcia pozwolą Wam się wystarczająco zapoznać z tematem. Dla zainteresowanych jednak napiszę, że Brabantia to holenderska marka, której produkty domowego użytku są doskonałej jakości i nie jest to zdanie podyktowane mi przez samego producenta. Używam akcesoriów kuchennych Brabantii już od wielu lat i są po prostu niezniszczalne i niezastąpione w domu. Teraz zdecydowałam się na biały kosz wolnostojący NewIcon i jestem bardzo zadowolona, gdyż wcześniej miałam niewielkie kosze umiejscowione w szufladzie pod zlewem, co było nieco kłopotliwe. Doceniam pedał i wolno opadające zamknięcie, gdyż wreszcie mogę wyrzucać do kosza odpadki, bez konieczności wycierania rąk w czasie pracy. Bardzo praktyczne rozwiązanie, biorąc pod uwagę posiadanie białych mebli w kuchni. I....muszę przyznać że ten kolor {mineral eternal white} przepięknie się prezentuje i w ogóle nie ma problemu z utrzymaniem go w czystości.
Brabantia ujęła mnie jeszcze jednym faktem - a mianowicie przy produkcji koszy na śmieci wdrożony jest program ekologiczny. Kupując kosze NewIcon - wspiera się akcję Ocean Cleanup, minimalizującą ilość śmieci dryfujących po oceanach, a w przypadku gospodarowania odpadami w naszych domach, każde działanie proekologiczne jest bardzo ważne i warto na to uczulać domowników, zwłaszcza tych najmłodszych. 
Same kosze NewIcon są wykonane w 40% z materiałów pochodzących z recyklingu, a po jego wyrzuceniu 98% pojemnika i opakowania jest poddawane recyklingowi. Jeśli chcecie wiedzieć więcej, to szukajcie informacji na stronie Brabantii oraz TU.

Zostawiam Was ze zdjęciami i kawą, a ja pędzę do kuchni.... dzisiaj kurczak po chińsku z warzywami i ryżem ..... już mi burczy w brzuchu Kochani. 






Uściski.
Do szybkiego napisania.

G E T   T H E   L O O K



środa, 4 kwietnia 2018

DZIEŃ DOBRY


DZIEŃ DOBRY KOCHANI w poświątecznej codzienności. Powoli zbieram wiosenną energię, która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zawisła w powietrzu - słońce, przyjemne ciepło...., tego wszyscy już naprawdę bardzo potrzebowaliśmy, prawda?

Zaczynam jak zawsze od kawy. Dzisiaj już mam bardziej klarowny plan niż wczoraj, zatem ...jeszcze łyczek i ruszam.

Dobrego dnia dla Was! I słońca, duuuużo slońca!






FILIŻANKA BROSTE COPENHAGEN
piątek, 30 marca 2018

DOM Z DUSZĄ NA WIELKANOC

Siadam do porannej kawy i do ostatniego chyba przed świetami posta... Tylko zahaczam o wirtualną rzeczywistość, żeby skupić się bardziej na tym, co chcę sama napisać, a nie ulegać obrazom, jakie mogłyby zatrzeć w mojej rannej głowie myśli i uczucia pachnące jeszcze poduszką. Widzę tylko, że TU pojawił się w sieci post, który sprawia, że czuję się potrzebna jako bloger, jako rzeczywisty influencer w dzisiejszym natłoku wiadomości i twórczych fantazji wielu ludzi. Trudno tak nie zginąć w tłumie... Dziękuję zatem losowi, że mnie tu skierował i robię to, co nadaje sens mojemu życiu i daje szczęście.





Ostatnio użyłam w poście sformułowania {dom z duszą} i przyznam szczerze, że nie daje mi to spokoju. Zastanawiałam się, czym tak naprawdę jest taki dom, co to znaczy? Czy każdy piękny dom to dom z duszą? Dlaczego użyłam tego określenia i czemu inni mówią tak o moim domu...? Albo inaczej - chcąc Wam o tym napisać, zastanawiałam się, jak urządzając dom tej duszy nie zaprzedać manii gromadzenia przedmiotów, wypierających z naszej osobistej przestrzeni uczucia, miejsca dla nas samych i zapełniających czasem nawet to, co powinno pozostać na przykład {puste}, gdyż i pustka ma swoje miejsce w naszym życiu. Choćby na nowe. Na zmiany. Na ruch.

Nie znam na to recepty, ale mogę Wam opowiedzieć, jak jest u mnie.

Czy urządzam dom w konkretnym stylu? Trzymając się jakiś zasad? Tak, zdecydowanie tak. Zbieram inspiracje, zaglądam w cudze okna, wertuję katalogi z pięknymi przedmiotami... Uczę się stylu skandynawskiego nie dlatego że jest modny, ale dlatego że do mnie pasuje. Znalazłam w nim spokój i swobodę na adaptację tego co mam, bez konieczności wymiany wszystkiego na nowe. Wręcz przeciwnie. Uznałam, że to styl, który jak żaden inny respektuje historię mojego domu i odzwierciedla zmiany, jakie zachodzą w życiu. A poza tym daje możliwość ciągłej przemiany, bo tym jest chociażby zmiana koloru mebli, czy skrzyń, jakie ostatnio malowałam. Kiedyś pomalowałabym je na biało, a dzisiaj wybrałam już inny kolor. Bo takie właśnie jest życie i {to mi w duszy gra}. Nie czuję się ograniczona wyborem, bo wszystko mogę dostosować do tego co już zgromadziłam wokół siebie - nowym meblom dać vintydżowy look, a stare odświeżyć jasną farbą kredową. Takie to moje, prywatne, i może dlatego właśnie ma duszę.









Nie czuję się niewolnikiem tego, co już stworzyłam. Dobrze jest mieć duży strych, żeby nie pozbywać się definitywnie rzeczy, których nie chcemy na przykład już mieć blisko siebie. Zawsze może się zdarzyć tak, że po paru latach przypomni nam się, że to o czym aktualnie marzymy już kiedyś mieliśmy.... Ale rzeczy po prostu są albo ich nie ma. To nie one nas określają, tylko to, co z nimi zrobimy. Choć są przedmioty, którym należy się szczególny szacunek, pamiątki i temu podobne, to nie przywiązuję się do raz urządzonego wnętrza, gdyż któregoś dnia mogę wstać i postanowić, by zwyczajnie coś zmienić, czegoś się pozbyć z lekkim sercem i już. 

Gdy szukam czegoś nowego do domu, to rzadko kiedy jest to gotowa rzecz. Chyba że potrzebuję czegoś naprawdę użytecznego jak kanapa, czy szczotka do wc {hehe}. Ale nie ukrywam, że jako horoskopowy byk uwielbiam ładne rzeczy i jeśli coś mi wpadnie w oko, to potrafię kombinować na wszystkie możliwe sposoby, żeby to zdobyć. Jednak w większości przypadków zaczynam planować od drugiej strony.....jak sprawić, żeby podkładka pod buty w przedpokoju nie była {zwyczajna}... I tak właśnie ubzdurałam sobie, że będę szukała starej szuflady, z której na pewno uda mi się coś wyczarować. Bo wszystko wokół jest takie pospolite..... - potrzeba mi oryginalnych pomysłów.

Zaanagażowanie w tworzenie jakiegoś mebla, w jego odnawianie i przemianę, sprawia że jesteśmy do takiego przedmiotu przywiązani emocjonalnie. Niech brzmi to patetycznie albo i śmiesznie, nie dbam o to. Takie jest moje zdanie - że wszystko wokół nas ma znaczenie i historię. Jeśli nie mamy talentów, aby samemu to robić, to wtedy nasza energia poświęcona na szukanie odpowiedniego mebla, oszczędzanie na niego, to wszystko przekłada się na emocje włożone w dom. I one tam pozostają. Zatem znów jest szansa, że odnajdziemy w nim duszę... Bo dom z duszą to z całą pewnością nie są zgromadzone przypadkowo przedmioty, nawet nie te wystylizowane i wiernie odzwierciedlające trendy. Dom zaczyna mieć duszę dopiero, jeśli go pokochamy i poświęcimy mu czas.

Czas. No właśnie... Uważam, że w urządzaniu domu nie ma się z czym spieszyć. Tempo i sposób w jaki zmienia się wystrój domu to z jednej strony rytm natury, w który jesteśmy z racji swojego biologicznego charakteru wpisani, a z drugiej strony to zwierciadło naszych charakterów. Jeśli ktoś jest raptusem, to od idei do realizacji nie ma za dużo czasu, inaczej jest nieszczęśliwy. Ale są przecież wśród nas ludzie cierpliwi, którym czekanie jedynie dosładza efekt końcowy. Zatem wszystko w swoim tempie. Zgodnie z naszymi potrzebami. Nie dlatego, że w tym sezonie jest modny zielony, ale dlatego, że tego zielonego nam potrzeba, żeby czuć się dobrze.

Dom z duszą nie musi dużo kosztować. Nie materialnie. Ale z pewnością kosztuje nasze poświęcenie. Sprzątanie to jedno, ale zupełnie nie o to mi chodzi. W domu toczy się życie i to jemu należy się nasza uwaga. Aby ta przestrzeń ożyła, a nie była jedynie kopią magazynu wnętrzarskiego. Do przemyślanego stylu wystroju warto więc dorzucić swoje cztery grosze w postaci dekoracji. Najlepiej by od czasu do czasu były to dekoracje wykonane samodzielnie, lub z dziećmi. Nawet zerwane na spacerze gałęzie dzikiej śliwy wstawione do wazonu z wodą są taką formą własnoręcznej ozdoby wnętrza. Powiedziałabym, że to swoisty pierwiastek ludzki, a ja poświęcam na to całkiem sporo czasu. I zazwyczaj przy dekorowaniu domu przesuwam meble. Dzięki temu dom jest ciągle w ruchu, żyje podobnie jak my i wydaje się nam służyć najlepiej jak tylko potrafi.

Tym samym jest gotowanie dla najbliższych. Nie przesadzę mówiąc, że nie jestem najlepszą kucharką {mam zdecydowanie środek ciężkości talentów przesunięty w inne sfery działań międzyludzkich, hehe }, to jednak bardzo lubię gotować i jeśli to robię, to staram się również by zarówno gotowanie jak i jedzenie sprawiały nam radość. Więc aby tak było, to do garnków oprócz soli wkładam też swoje serce. A jak nie mam serca do gotowania, to po prostu nie gotuję, bo wtedy i tak nic z tego nie wychodzi. I tego się trzymam.


Styl w jakim urządziłam dom jest mocno inspirowany skandynawskimi trendami. Ale to styl, który właśnie respektuje nasze potrzeby i nasze ograniczenia. Pomaga je zaakceptować, bo przy niewielkim nakładzie, jedynie większym wysiłkiem, też możemy stworzyć piękny dom. Warto. Naprawdę warto Kochani. Zachęcam Was do tworzenia takich domów. Z Duszą właśnie.

Babkę upiekłam według TEGO przepisu.

Dla tych z Was, którzy nie znajdą już czasu przed weekendem, chciałam życzyć zdrowych i pogodnych Świąt Wielkanocnych. Dużo, dużo radości i otwartych serc.

Jesteśmy w kontakcie na istagramie ;)

G E T   T H E    L O O K:

CERAMIKA BROSTE COPENHAGEN - FILIŻANKA DUŻA, FILIŻANKA MAŁA, DZBANEK, TALERZ, MISECZKA

Custom Post Signature

Custom Post  Signature